sobota, 26 stycznia 2008

Kto smaruje, ten jedzie? - Przygotowanie sprzętu do jazdy na nartach

Smarowanie nart to temat często pojawiający się w dyskusjach narciarzy, przy czym w szczegółach występują duże różnice zdań w rozmaitych kwestiach dotyczących tego tematu. Postanowiliśmy przedstawić opinie różnych osób, zarówno mających do narciarstwa stosunek zawodowy, jak i czysto przyjemnościowy. Wypowiedzi te stanowią subiektywne zdanie każdej z zapytanych osób. W sposób oczywisty widać, jak duże rozbieżności pojawiają się w tym temacie. Mamy nadzieję, że takie ujęcie kwestii pozwoli lepiej zapoznać się z możliwościami w zakresie różnych wariantów podejścia do tematu smarowania.

Tomasz Winiarski
instruktor-wykładowca PZN, instruktor narciarski w Les Menuires (Francja) od 11 sezonów

  • zupełnie bez sensu, kiedy ślizg narty nie jest splanowany (powierzchnia ślizgu łącznie z dolną powierzchnią krawędzi narty stanowi jedną gładź);
  • ślizg jest spragnioną smaru porowatą powierzchnią, która w zależności od warunków śniegowych (gatunek śniegu i jego temperatura) będzie narciarzowi pomagać lub przeszkadzać;
  • smarujemy tylko na gorąco (wyczyszczony ślizg - wiosenna jazda przy dodatnich temperaturach jest szczególnie brudząca dla dolnej powierzchni nart), gdyż tylko wtedy mikropory zostaną wypełnione parafinami, przez co proces będzie bardziej wytrzymały na ścieranie;
  • stosujemy zasady zawarte w instrukcji smarów (gatunek i temperatura śniegu);
  • sucho położony właściwy smar rozprowadzamy rozgrzanym "żelazkiem" - zwracać uwagę, by nie przegrzać parafiny;
  • bardzo trudne jest smarowanie nart na śniegi o bardzo niskiej temperaturze (pomiędzy powierzchnią śniegu i nart występuje zjawisko elektrostatyczne utrudniające poślizg);
  • bardzo mokry śnieg powoduje zjawisko zasysania ślizgów (po smarowaniu musimy ślizg wyszczotkować);
  • przy intensywnej jeździe przygotowujemy narty raz lub nawet dwa razy dziennie;
  • niezbędny sprzęt: niezbyt zleżały smar, żelazko, cyklina metalowa i plastikowa, sztywna szczotka i odpowiednie miejsce (nie dywan!);
  • smarowanie nie jest czynnością skomplikowaną - przydatna przy tym jest cierpliwość, pomocna praktyka - zatem życzę wszystkim bardzo śliskich ślizgów.

Dorota Roszkowska
instruktor PZN

"Generalne" smarowanie, na gorąco, ze starannym czyszczeniem ślizgów wykonuję zawsze przed sezonem. Czasem robię to sama, ale nie mam obiekcji przed korzystaniem usług serwisu w tym względzie. Doradzam mieć zawsze kawałek parafiny przy sobie. Przy niektórych warunkach śniegowych (na przykład śnieg świeży, mokry i lepki) czasem wystarczy zwykła świeczka. Na nartach zawsze mam przy sobie zestaw smarów, ale preferuję zwykłą parafinę - jest to najszybszy, nie wymagający zastanawiania i "kombinowania" sposób smarowania nart - na każde warunki.

Andrzej Wypych
serwis narciarski "Multi Sport", Kraków, ul. Zyblikiewicza 20

Przede wszystkim zdecydowanie polecam narciarzom - amatorom zlecać wykonanie smarowania na gorąco (a także całości przygotowania nart) serwisowi, tak aby było to zrobione profesjonalnie, a nie... eksperymentalnie. Oczywiście smarowanie na zimno można wykonywać samemu nawet na stoku, stosując się ściśle do instrukcji dołączonej do smarów narciarskich. Smarowanie na gorąco wystarcza na 2-3 dni jazdy na nartach, potem należy tą czynność powtórzyć. Nie wymaga to wcale długiego oczekiwania. Przykładowo w naszym serwisie nawet w "najgorętszych" dniach nie czeka się na narty dłużej niż 24 godziny.

Jacek Łudzik
instruktor PZN

Osobiście smaruję narty na gorąco, kilka razy w sezonie. Uważam, że konieczne jest wyczucie samego użytkownika nart, kiedy konieczne jest smarowanie. Oczywiście ogromną rolę odgrywa tutaj liczba dni spędzanych w sezonie na nartach. Dużo zależy też od tego, czy narty są stare czy nowe. Czasami wystarczy posmarować narty tradycyjnym specyfikiem i też się jeździ. Pamiętam, że kiedyś użyłem do tego celu... masła - i również zabieg okazał się skuteczny!

Arkadiusz Wiśniewski
narciarz-amator

Zwykle spędzam w sezonie do 20 dni na deskach. Generalnie jeżdżę dla przyjemności i smarowanie nart nie spędza mi snu z powiek. Najczęściej załatwiam to tak, że przed sezonem oddaję narty do serwisu w celu przygotowania do sezonu - w tym oczywiście posmarowania. Nie ma mowy, żebym sam brudził się smarami na stoku. Ani się na tym nie znam, ani nie mam na to ochoty.

Kinga Klaś
instruktor PZN, instruktor narciarstwa terapeutycznego

Smarowanie nart jest czynnością niezbędną i moim zdaniem żaden, nawet najlepszy serwis nie zrobi tego tak dobrze, jak sam narciarz. Obecnie nie ma już problemów z wyborem odpowiednich smarów. Pomoże nam w tym wykwalifikowany personel sklepów sportowych.

Osobiście preferuję smarowanie na gorąco, wykonywane przynajmniej raz w miesiącu. Oczywiście w międzyczasie można je uzupełniać smarowaniem suchym już na stoku, stosownie do warunków. Właściwie wykonane smarowanie sprawia, że jazda staje się bezpieczniejsza, łatwiejsza i bardziej przyjemna, a to przecież chodzi.


Magazyn NarciarSKI nr 6 - listopad 1999

Brak komentarzy: