czwartek, 29 listopada 2007

Czy mój wzrost ma wpływ na wybór nart?

Tak, wzrost ma wpływ na wybór nart. Istnieje zasada, wg. której długość nart powinna wzrastać proporcjonalnie do wzrostu narciarza. Jednakże, wybór modelu nart powinien być również uzależniony od siły (tężyzny fizycznej) narciarza. Jeżeli narciarz ma nadwagę, narty powinny być 5 cm dłuższe od tych które są proponowane dla ludzi o "normalnej" wadze.

Znalazłem dla siebie idealne narty - jaka jest odpowiednia długość?

Zalecenia dotyczące długości nart:
- Allround Carver: Wzrost -10 cm +/-5 cm
- Allmountain Carver: Wzrost +/-5 cm
- Slalom Carver: Wzrost -20 cm +/-5 cm
- Race Carver: Wzrost +/- 5 cm
- Cross Carver: Wzrost do -10 cm
- Lady Carver: Wzrost +/-5 cm

Podane powyżej zalecenia to opinia jednej "szkoły" doboru długośc i nart.

źródło: http://www.narty.pl

Jak dobrać idealnie pasujące buty narciarskie?

Buty narciarskie są w naszej opinii najważniejszą częścią sprzętu narciarskiego. But narciarski jest tą częścią sprzętu, która niejako "łączy" narciarza z nartą. W każdej chwili, gdy wykonujesz ruch inicjujący skręt, wpływasz bezpośrednio na skrętność nart. Jeśli Twoja noga w bucie ma za dużo luzu, narty nie będą prawidłowo reagowały na zainicjowanie ruchowe skrętu. Pamiętając o tym należy wybrać buty najlepiej pasujące rozmiarem do nogi.
W większości przypadków powinien być to but o numerze odpowiadającym numeracji normalnych butów do chodzenia, lecz dopiero po przymierzeniu kilku modeli butów narciarskich, oraz 15 - 20 minutach spędzonych z butami na nogach, można z czystym sumieniem dokonać prawidłowego zakupu.

Gdy zaczynasz oglądać się za nowymi butami narciarskimi, wpierw udaj się od kilku sklepów ze sprzętem zimowym, co pomoże Ci dokonać prawidłowego wyboru, jeśli chodzi o prawidłowe dopasowanie, oraz odpowiednią klasę butów.

Przed zakupem nowych butów należy zadać sobie kilka kluczowych pytań:

  • Co niepodobało ci się w starych butach?
  • Czy były zbyt sztywne?
  • Zbyt miękkie, zbyt ciasne?
  • Po jakich stokach najczęściej szusuję?
  • Czy jeżdżę agresywnie, czy raczej się "zwożę" na nartach?

Podczas odpowiedzi należy być szczerym, w innym przypadku twoje nowe buty, będą niewygodne, oraz będą powodowały, iż jazda na nartach stanie się męką a nie przyjemnością.
Najważniejszą rzeczą w tej całej zabawie jest kwestia bezpieczeństwa, przy jednoczesnym zachowaniu niemalże idealnego dopasowania buta do stopy.

Najczęściej popełnianym błędem przy zakupie nowych butów jest wybór butów, które są ZA DUŻE. Przeważnie zdarza się to podczas wybory butów z tzw. wyższej półki, gdy włożenie nogi w but, który powinien rozmiarowi pasować, sprawia zbyt duże trudności. Pamiętaj, podczas wyboru butów zawsze podeprzyj się tabelą rozmiarową, która powinna znaleźć się w każdym szanującym się sklepie narciarskim. Niektóre sklepy są w posiadaniu tabel rozmiarowych odpowiadających wyrobom konkretnych firm np. Nordica, Atomie itd., ponieważ ten sam rozmiar buta z jednej firmy nie zawsze odpowiada temu samemu rozmiarowi buta z innej firmy. Dlatego też podczas zakupu butów należy obowiązkowo po przymierzeniu butów, pochodzić w nich przynajmniej przez 15-20 minut po sklepie.

Niestety, bywa tak, iż nowe buty dopasowywują się do stopy dopiero po jakimś czasie. Więc to, co czasami wydaje się być idealne podczas zakupu w sklepie, pokazuje inne oblicze podczas zjazdów w terenie. Należy zwrócić uwagę, aby buty były dopasowane w całym obszarze stopy, a nie tylko na kostkach, co bezpośrednio wpływa na poprawność inicjacji skrętów na stoku. Jeśli pięta zbyt wysoko unosi się w bucie, podczas pochylania się w przód, należy wybrać inny rozmiar buta. Dopuszczalny jest również leciutki ucisk kostek. Palce u nóg mogą dotykać przodu butów, jeśli stoisz w pozycji wyprostowanej, jednakże, jeśli wygniesz but uginając kolana wprzód, twoje palce powinny się cofnąć w kierunku pięt.
Należy również zwrócić uwagę na twardość (flex) buta. Jeśli but jest bardzo sztywny, co można odczuć podczas uginania kolan wprzód, będzie można łatwiej wykonywać skręty, lecz niestety taki but będzie bardziej podatny na przenoszenie wibracji z nart na nogi i resztę ciała. Z drugiej strony, zbyt miękki but spowoduje, iż wykonywanie skrętów stanie się nazbyt uciążliwe, lecz podczas samej jazdy drgania nie będą aż tak odczuwalne.

Nie kupuj butów, które przymierzasz jako pierwsze, ponieważ nie przekonasz się jak Ci pasują inne buty, bez uprzedniego ich sprawdzenia.
Jeśli już znajdziesz dla siebie idealne buty, nie omieszkaj wyregulować je pod siebie.

Pozwoli to uzyskać niemalże idealne dopasowanie, gwarantujące stabilną pozycję, oraz możliwość wykonywania skrętów bez większego wysiłku. Większość butów na rynku oferuje duże możliwości z zakresu regulacji precyzyjnej. Koniecznie wypróbuj różne ustawienia sztywności, oraz możliwości wychylenia w przód.
Prawidłowa regulacja nowego buta niemalże gwarantuje wygodę jazdy przez długie lata użytkowania sprzęt.

źródło: http://www.narty.pl

czwartek, 15 listopada 2007

Pierwsze kroki na nartach

Góry, śnieg, przyroda... jest wiele argumentów, by zacząć narciarską przygodę. Najważniejsza jest dobra zabawa. Jak zacząć, by nie skończyć w szpitalnym łóżku już pierwszego dnia lub w optymistyczniejszej wersji - po pierwszym dniu nie rzucić nart w kąt?

Przede wszystkim - naukę zaczynamy na stokach płaskich. Trasy niebieskie lub polanki są do tego idealne. To bardzo ważne, aby odpowiednio dobrać teren pod naukę. Nie ma większego niebezpieczeństwa niż początkujący, który ma narty na nogach pierwszy raz i próbuje swoich sił na trudnej trasie. Niestety w Polsce takie sceny nie są rzadkością. Pamiętać należy, że krzywdę możemy zrobić w takim przypadku nie tylko sobie, ale też innym użytkownikom stoku. O ile w naszym kraju takie szusy często kończą się bezkarnie, to w krajach alpejskich możemy mieć duże problemy, czego nikomu nie życzę.

Wracając do tematu nauki - narciarstwo wymaga ogólnej sprawności. Im lepiej przygotowani jesteśmy fizycznie, tym przyjemniej będzie nam się jeździło, a w początkowej fazie snieżnych przygód, łatwiej podnosiło po upadkach. Tak, tak... wbrew pozorom upadek - kontrolowany, to również narciarskie ABC. Już na pierwszych zajęciach z instruktorem kursant uczy się bezpiecznego upadania. Wydać się to może bez sensu lub przynajmniej "dziwne", ale nic bardziej mylnego. Zresztą większość tych, którzy już nieźle radzą sobie na narciarskich stokach, wie o tym doskonale i podejrzewam, że nieraz tego manewru użyło.

A więc po co bezpieczne upadanie? Przede wszystkim, aby było bezpiecznie! Kontrola nad nartami to w początkowej fazie nauki spora zagadka dla uczącego się. Co zatem zrobić, gdy rozpędzimy się i narty będą jechały tam gdzie one chcą, a nie tam gdzie chcemy my? Oczywiście odpowiednio się przewrócić.

Odpowiednio, czyli jak? Sekretem bezpiecznego upadania jest odpowiednie ułożenie ciała w momencie wywrotki. Należy upadać pod ukosem: do tyłu i na bok. Ktoś zapyta - czemu akurat tak? Otóż upadek w bok, to zbyt duży impakt bezpośrednio z podłożem. Próba upadku tylko na tyły skończy się niewątpliwie sporym przyspieszeniem zamiast zatrzymania.

Należy pamiętać o generalnej uwadze, do której nieraz jeszcze wrócimy - odchylenie się do tyłu powoduje, że narty przyspieszają. Szczególnie ważne jest to i odczuwalne na stokach stromszych. Tendencja do odchylania się często widoczna jest podczas wjazdu na bardziej nachylony odcinek trasy i to nie tylko u narciarzy początkujących. Naturalne cofnięcie się przed stromizną powoduje odchylenie się na tyły, co prowadzi do utraty kontroli nad nartami. Bardzo ważne jest, by w takich momentach nie bać się pójść do przodu - pochylić bardziej na dzioby. Oczywiście ten odruch kształtuje się w miarę podnoszenia narciarskich umiejętności i stopniowo staje się mniej lub bardziej automatyczny.

Zatem wiemy już jak się w ekstremalnej sytuacji zatrzymać. Nim jednak zaczniemy zjeżdżać powinniśmy oswoić się ze sprzętem. Mam tu na myśli naukę chodzenia oraz utrzymywania równowagi, a także ukształtowanie właściwej sylwetki narciarskiej.

Zacznijmy zatem od sylwetki. Stajemy na szerokość bioder, uginamy nogi we wszystkich stawach - skokowym, kolanowym, biodrowym. Tułów pochylamy lekko do przodu. Ręce wysuwamy do przodu, nieco rozszerzamy, uginamy w łokciach i lekko cofamy. Wzrok kierujemy przed siebie. Tak mniej więcej można opisać pozycję narciarza. Na początku może wydać się sztuczna i "niewygodna", ale to kwestia przyzwyczajenia. Ważny jest mocny nacisk goleni na języki butów. Jeśli nie zegniemy nóg i nie pochylimy ciała do przodu, to nieświadomie będziemy cały czas odchyleni, a narty będą nam "uciekały". Gdy opanujemy już pozycję możemy zacząć chodzić, przestępować i ćwiczyć równowagę.

Dobrym ćwiczeniem na równowagę jest np. bocian, czyli stawanie na jednej nodze z jednoczesnym uniesieniem drugiej. Można również spróbować podskoków przez odrywanie kolejno dziobów i piętek. Polecam również obracanie się przestępowaniem wokół własnej osi. Ważne jest po prostu by poczuć narty i przyzwyczaić się do specyficznego wrażenia, które jest dla początkującego zupełnie nowe.

Gdy buty nie będą już dla nas tak twarde, a narty ciężkie, kontynuujemy spacerowanie, tym razem pod górę - mam na myśli podchodzenie schodkowaniem. Stajemy prostopadle do linii spadku stoku (to ważne, gdyż nieprostopadłe ustawienie nart spowoduje nam na nieco stromszym stoku odjeżdżanie dziobów lub piętek). Odstawiamy górną nartę, przenosimy na nią ciężar i dostawiamy dolną. Cykl ruchowy powtarzamy. Istotne jest - szczególnie na stokach o większym nachyleniu - mocne zakrawędziowanie nart poprzez pochylenie kolan w kierunku stoku. Zakrawędziowanie spowoduje, że narty nie będą się ześlizgiwały w dół.

I na koniec pytanie z kijkami czy bez? Według mnie na początku zdecydowanie bez. Można ich użyć na etapie chodzenia, by służyły za wsparcie, ale potem można je odłożyć. O ile pozwala nam na to nasza sprawność podnosić się po upadkach będziemy bez większych problemów. Kijki nie będą nam zatem w początkowej fazie nauki zbytnio przydatne, więc na razie możemy je zostawić i skupić się na prowadzeniu i kontroli nart.

Konrad Drzymała
www.gsteam.pl

Szwajcara-pierwszy raz na narty

Szwajcaria kojarzyła mi się z czekoladą, serem i zegarkami, dopiero później przekonałam się, że oferuje znacznie więcej – 5 m śniegu, uzdrowiska i farmy piękności. To właśnie tu George Michael kręcił teledysk „White Christmas”, może dlatego, że hollywoodzkie gwiazdy uwielbiają szwajcarskie kurorty i spędzają tu mnóstwo czasu.

Przyjaciółka nie chciała słyszeć, że wolę Majorkę, wylądowałyśmy więc w niewielkim kantonie na południu Szwajcarii – Valais. Kiedy zobaczyłam małe, górskie, zaśnieżone miasteczko – załamałam się. Co my tu będziemy robić? Ale Marta była wyraźnie zachwycona – Saas Fee zrobiło na niej ogromne wrażenie. Brnęłyśmy po kolana w śniegu, temperatura – bagatela: - 15˚ C, byłam wściekła i zrezygnowana. Ale mój humor znacznie się poprawił, gdy poznałam naszych instruktorów snowboardu – Roberta i Briana. Zamiast na stok powędrowaliśmy jednak do restauracji obrotowej Mittelallain. Tam w fantastycznej atmosferze, degustując sery i popijając gorące wino podziwialiśmy zapierające dech w piersiach widoki. W ciągu godziny (tyle trwa pełny obrót restauracji) zachwycaliśmy się przepiękną panoramą Alp. Potężne stalowo – błękitne lodowce rozciągały się dumnie przed naszymi oczyma. Zachodziło ogromne, czerwone słońce, rzucając na pożegnanie ostatnie, złote promienie, które odbijały się w śniegu , a sople lodu migotały jak drogocenne kamienie. Wtedy pomyślałam, że pokocham to tajemnicze miejsce, pełne magii i zagadkowych, nieznanych nikomu zakątków.

Propozycja Briana, by wyruszyć na stok nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Przecież ja nigdy nie jeździłam na snowboardzie! Ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam pozwolić na to, żeby pomyśleli, że się boję! Podczas drogi chłopcy dużo opowiadali nam o Saas Fee. Podobno przyjeżdża tu na treningi polska kadra narciarska! Nie zdziwiło nas to, gdyż warunki do jazdy są tu wspaniałe: 20 wyciągów i kolejek linowych a także ponad 100 km tras zjazdowych.

Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że jesteśmy na wysokości 2000 m! Na szczęście stok nie był stromy i jak na pierwszy raz poszło nam doskonale. W niedługim czasie byliśmy na dole. Widziałam, że Marta coraz więcej czasu spędza z Robertem – chyba bardzo się polubili. Ja niestety ciągle sprzeczałam się z Brianem i nie mogliśmy się porozumieć. Nawet wieczorna kąpiel w podgrzewanym basenie nie była w stanie stłumić negatywnych emocji, jakie budził we mnie ten przemądrzały człowiek. Pomimo wszystko najchętniej nie wychodziłabym z tego basenu... A do tego schłodzony szampan... To chyba jest raj!



Fot.Archiwum
Szwajcaria znana jest ze swoich leczniczych możliwości i faktycznie jest w czym wybierać: różnorodne zabiegi – masaże wodne, kąpiele błotne, baseny z gorącą wodą itp. Dla amatorów jazdy na nartach i kąpieli w termalnych źródłach przygotowano opcję „ski & spa” – która łączy w sobie te dwie najprzyjemniejsze rzeczy, dominujące w alpejskich kurortach. Znajduje się tu mnóstwo gorących źródeł, z których bije woda o dobroczynnych właściwościach. Woda termalna o temperaturze 51°C wpływa do basenów i łaźni, następnie jest schładzana i filtrowana. Termy od wielu lat przyciągają kuracjuszy, zarówno starszych ludzi, walczących z reumatyzmem jak i młodych, szukających nowych wrażeń.

Siedem dni w tym bajecznym miejscu minęły jak sen...Czas wyjeżdżać. Marta nie mogła rozstać się z Robertem. Ostatni raz poszliśmy na holdorioh (gorącą miętową herbatę ze schnapsem). Ja, bardziej niż za Brianem, zatęsknię za Saas Fee i za foundee...

Teraz wspominam te dni, spędzone w Królestwie Śniegu i Lodu i marzę o tym, aby tam kiedyś powrócić...chociaż najbardziej bolesną pamiątką z wyjazdu były siniaki, które z dumą pokazywałam znajomym po powrocie.

Wiem, że gdzieś w górach, w jaskini lodowej czeka na mnie Yeti i chce pokazać mi swoje królestwo, pełne cudów natury, o jakich nie śniło się nawet filozofom.

Katarzyna Muszyńska
źródło: http://www.travelplanet.pl/