czwartek, 15 listopada 2007

Szwajcara-pierwszy raz na narty

Szwajcaria kojarzyła mi się z czekoladą, serem i zegarkami, dopiero później przekonałam się, że oferuje znacznie więcej – 5 m śniegu, uzdrowiska i farmy piękności. To właśnie tu George Michael kręcił teledysk „White Christmas”, może dlatego, że hollywoodzkie gwiazdy uwielbiają szwajcarskie kurorty i spędzają tu mnóstwo czasu.

Przyjaciółka nie chciała słyszeć, że wolę Majorkę, wylądowałyśmy więc w niewielkim kantonie na południu Szwajcarii – Valais. Kiedy zobaczyłam małe, górskie, zaśnieżone miasteczko – załamałam się. Co my tu będziemy robić? Ale Marta była wyraźnie zachwycona – Saas Fee zrobiło na niej ogromne wrażenie. Brnęłyśmy po kolana w śniegu, temperatura – bagatela: - 15˚ C, byłam wściekła i zrezygnowana. Ale mój humor znacznie się poprawił, gdy poznałam naszych instruktorów snowboardu – Roberta i Briana. Zamiast na stok powędrowaliśmy jednak do restauracji obrotowej Mittelallain. Tam w fantastycznej atmosferze, degustując sery i popijając gorące wino podziwialiśmy zapierające dech w piersiach widoki. W ciągu godziny (tyle trwa pełny obrót restauracji) zachwycaliśmy się przepiękną panoramą Alp. Potężne stalowo – błękitne lodowce rozciągały się dumnie przed naszymi oczyma. Zachodziło ogromne, czerwone słońce, rzucając na pożegnanie ostatnie, złote promienie, które odbijały się w śniegu , a sople lodu migotały jak drogocenne kamienie. Wtedy pomyślałam, że pokocham to tajemnicze miejsce, pełne magii i zagadkowych, nieznanych nikomu zakątków.

Propozycja Briana, by wyruszyć na stok nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Przecież ja nigdy nie jeździłam na snowboardzie! Ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam pozwolić na to, żeby pomyśleli, że się boję! Podczas drogi chłopcy dużo opowiadali nam o Saas Fee. Podobno przyjeżdża tu na treningi polska kadra narciarska! Nie zdziwiło nas to, gdyż warunki do jazdy są tu wspaniałe: 20 wyciągów i kolejek linowych a także ponad 100 km tras zjazdowych.

Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że jesteśmy na wysokości 2000 m! Na szczęście stok nie był stromy i jak na pierwszy raz poszło nam doskonale. W niedługim czasie byliśmy na dole. Widziałam, że Marta coraz więcej czasu spędza z Robertem – chyba bardzo się polubili. Ja niestety ciągle sprzeczałam się z Brianem i nie mogliśmy się porozumieć. Nawet wieczorna kąpiel w podgrzewanym basenie nie była w stanie stłumić negatywnych emocji, jakie budził we mnie ten przemądrzały człowiek. Pomimo wszystko najchętniej nie wychodziłabym z tego basenu... A do tego schłodzony szampan... To chyba jest raj!



Fot.Archiwum
Szwajcaria znana jest ze swoich leczniczych możliwości i faktycznie jest w czym wybierać: różnorodne zabiegi – masaże wodne, kąpiele błotne, baseny z gorącą wodą itp. Dla amatorów jazdy na nartach i kąpieli w termalnych źródłach przygotowano opcję „ski & spa” – która łączy w sobie te dwie najprzyjemniejsze rzeczy, dominujące w alpejskich kurortach. Znajduje się tu mnóstwo gorących źródeł, z których bije woda o dobroczynnych właściwościach. Woda termalna o temperaturze 51°C wpływa do basenów i łaźni, następnie jest schładzana i filtrowana. Termy od wielu lat przyciągają kuracjuszy, zarówno starszych ludzi, walczących z reumatyzmem jak i młodych, szukających nowych wrażeń.

Siedem dni w tym bajecznym miejscu minęły jak sen...Czas wyjeżdżać. Marta nie mogła rozstać się z Robertem. Ostatni raz poszliśmy na holdorioh (gorącą miętową herbatę ze schnapsem). Ja, bardziej niż za Brianem, zatęsknię za Saas Fee i za foundee...

Teraz wspominam te dni, spędzone w Królestwie Śniegu i Lodu i marzę o tym, aby tam kiedyś powrócić...chociaż najbardziej bolesną pamiątką z wyjazdu były siniaki, które z dumą pokazywałam znajomym po powrocie.

Wiem, że gdzieś w górach, w jaskini lodowej czeka na mnie Yeti i chce pokazać mi swoje królestwo, pełne cudów natury, o jakich nie śniło się nawet filozofom.

Katarzyna Muszyńska
źródło: http://www.travelplanet.pl/

Brak komentarzy: