Góry, śnieg, przyroda... jest wiele argumentów, by zacząć narciarską przygodę. Najważniejsza jest dobra zabawa. Jak zacząć, by nie skończyć w szpitalnym łóżku już pierwszego dnia lub w optymistyczniejszej wersji - po pierwszym dniu nie rzucić nart w kąt?
Przede wszystkim - naukę zaczynamy na stokach płaskich. Trasy niebieskie lub polanki są do tego idealne. To bardzo ważne, aby odpowiednio dobrać teren pod naukę. Nie ma większego niebezpieczeństwa niż początkujący, który ma narty na nogach pierwszy raz i próbuje swoich sił na trudnej trasie. Niestety w Polsce takie sceny nie są rzadkością. Pamiętać należy, że krzywdę możemy zrobić w takim przypadku nie tylko sobie, ale też innym użytkownikom stoku. O ile w naszym kraju takie szusy często kończą się bezkarnie, to w krajach alpejskich możemy mieć duże problemy, czego nikomu nie życzę.
Wracając do tematu nauki - narciarstwo wymaga ogólnej sprawności. Im lepiej przygotowani jesteśmy fizycznie, tym przyjemniej będzie nam się jeździło, a w początkowej fazie snieżnych przygód, łatwiej podnosiło po upadkach. Tak, tak... wbrew pozorom upadek - kontrolowany, to również narciarskie ABC. Już na pierwszych zajęciach z instruktorem kursant uczy się bezpiecznego upadania. Wydać się to może bez sensu lub przynajmniej "dziwne", ale nic bardziej mylnego. Zresztą większość tych, którzy już nieźle radzą sobie na narciarskich stokach, wie o tym doskonale i podejrzewam, że nieraz tego manewru użyło.
A więc po co bezpieczne upadanie? Przede wszystkim, aby było bezpiecznie! Kontrola nad nartami to w początkowej fazie nauki spora zagadka dla uczącego się. Co zatem zrobić, gdy rozpędzimy się i narty będą jechały tam gdzie one chcą, a nie tam gdzie chcemy my? Oczywiście odpowiednio się przewrócić.
Odpowiednio, czyli jak? Sekretem bezpiecznego upadania jest odpowiednie ułożenie ciała w momencie wywrotki. Należy upadać pod ukosem: do tyłu i na bok. Ktoś zapyta - czemu akurat tak? Otóż upadek w bok, to zbyt duży impakt bezpośrednio z podłożem. Próba upadku tylko na tyły skończy się niewątpliwie sporym przyspieszeniem zamiast zatrzymania.
Należy pamiętać o generalnej uwadze, do której nieraz jeszcze wrócimy - odchylenie się do tyłu powoduje, że narty przyspieszają. Szczególnie ważne jest to i odczuwalne na stokach stromszych. Tendencja do odchylania się często widoczna jest podczas wjazdu na bardziej nachylony odcinek trasy i to nie tylko u narciarzy początkujących. Naturalne cofnięcie się przed stromizną powoduje odchylenie się na tyły, co prowadzi do utraty kontroli nad nartami. Bardzo ważne jest, by w takich momentach nie bać się pójść do przodu - pochylić bardziej na dzioby. Oczywiście ten odruch kształtuje się w miarę podnoszenia narciarskich umiejętności i stopniowo staje się mniej lub bardziej automatyczny.
Zatem wiemy już jak się w ekstremalnej sytuacji zatrzymać. Nim jednak zaczniemy zjeżdżać powinniśmy oswoić się ze sprzętem. Mam tu na myśli naukę chodzenia oraz utrzymywania równowagi, a także ukształtowanie właściwej sylwetki narciarskiej.
Zacznijmy zatem od sylwetki. Stajemy na szerokość bioder, uginamy nogi we wszystkich stawach - skokowym, kolanowym, biodrowym. Tułów pochylamy lekko do przodu. Ręce wysuwamy do przodu, nieco rozszerzamy, uginamy w łokciach i lekko cofamy. Wzrok kierujemy przed siebie. Tak mniej więcej można opisać pozycję narciarza. Na początku może wydać się sztuczna i "niewygodna", ale to kwestia przyzwyczajenia. Ważny jest mocny nacisk goleni na języki butów. Jeśli nie zegniemy nóg i nie pochylimy ciała do przodu, to nieświadomie będziemy cały czas odchyleni, a narty będą nam "uciekały". Gdy opanujemy już pozycję możemy zacząć chodzić, przestępować i ćwiczyć równowagę.
Dobrym ćwiczeniem na równowagę jest np. bocian, czyli stawanie na jednej nodze z jednoczesnym uniesieniem drugiej. Można również spróbować podskoków przez odrywanie kolejno dziobów i piętek. Polecam również obracanie się przestępowaniem wokół własnej osi. Ważne jest po prostu by poczuć narty i przyzwyczaić się do specyficznego wrażenia, które jest dla początkującego zupełnie nowe.
Gdy buty nie będą już dla nas tak twarde, a narty ciężkie, kontynuujemy spacerowanie, tym razem pod górę - mam na myśli podchodzenie schodkowaniem. Stajemy prostopadle do linii spadku stoku (to ważne, gdyż nieprostopadłe ustawienie nart spowoduje nam na nieco stromszym stoku odjeżdżanie dziobów lub piętek). Odstawiamy górną nartę, przenosimy na nią ciężar i dostawiamy dolną. Cykl ruchowy powtarzamy. Istotne jest - szczególnie na stokach o większym nachyleniu - mocne zakrawędziowanie nart poprzez pochylenie kolan w kierunku stoku. Zakrawędziowanie spowoduje, że narty nie będą się ześlizgiwały w dół.
I na koniec pytanie z kijkami czy bez? Według mnie na początku zdecydowanie bez. Można ich użyć na etapie chodzenia, by służyły za wsparcie, ale potem można je odłożyć. O ile pozwala nam na to nasza sprawność podnosić się po upadkach będziemy bez większych problemów. Kijki nie będą nam zatem w początkowej fazie nauki zbytnio przydatne, więc na razie możemy je zostawić i skupić się na prowadzeniu i kontroli nart.
Przede wszystkim - naukę zaczynamy na stokach płaskich. Trasy niebieskie lub polanki są do tego idealne. To bardzo ważne, aby odpowiednio dobrać teren pod naukę. Nie ma większego niebezpieczeństwa niż początkujący, który ma narty na nogach pierwszy raz i próbuje swoich sił na trudnej trasie. Niestety w Polsce takie sceny nie są rzadkością. Pamiętać należy, że krzywdę możemy zrobić w takim przypadku nie tylko sobie, ale też innym użytkownikom stoku. O ile w naszym kraju takie szusy często kończą się bezkarnie, to w krajach alpejskich możemy mieć duże problemy, czego nikomu nie życzę.
Wracając do tematu nauki - narciarstwo wymaga ogólnej sprawności. Im lepiej przygotowani jesteśmy fizycznie, tym przyjemniej będzie nam się jeździło, a w początkowej fazie snieżnych przygód, łatwiej podnosiło po upadkach. Tak, tak... wbrew pozorom upadek - kontrolowany, to również narciarskie ABC. Już na pierwszych zajęciach z instruktorem kursant uczy się bezpiecznego upadania. Wydać się to może bez sensu lub przynajmniej "dziwne", ale nic bardziej mylnego. Zresztą większość tych, którzy już nieźle radzą sobie na narciarskich stokach, wie o tym doskonale i podejrzewam, że nieraz tego manewru użyło.
A więc po co bezpieczne upadanie? Przede wszystkim, aby było bezpiecznie! Kontrola nad nartami to w początkowej fazie nauki spora zagadka dla uczącego się. Co zatem zrobić, gdy rozpędzimy się i narty będą jechały tam gdzie one chcą, a nie tam gdzie chcemy my? Oczywiście odpowiednio się przewrócić.
Odpowiednio, czyli jak? Sekretem bezpiecznego upadania jest odpowiednie ułożenie ciała w momencie wywrotki. Należy upadać pod ukosem: do tyłu i na bok. Ktoś zapyta - czemu akurat tak? Otóż upadek w bok, to zbyt duży impakt bezpośrednio z podłożem. Próba upadku tylko na tyły skończy się niewątpliwie sporym przyspieszeniem zamiast zatrzymania.
Należy pamiętać o generalnej uwadze, do której nieraz jeszcze wrócimy - odchylenie się do tyłu powoduje, że narty przyspieszają. Szczególnie ważne jest to i odczuwalne na stokach stromszych. Tendencja do odchylania się często widoczna jest podczas wjazdu na bardziej nachylony odcinek trasy i to nie tylko u narciarzy początkujących. Naturalne cofnięcie się przed stromizną powoduje odchylenie się na tyły, co prowadzi do utraty kontroli nad nartami. Bardzo ważne jest, by w takich momentach nie bać się pójść do przodu - pochylić bardziej na dzioby. Oczywiście ten odruch kształtuje się w miarę podnoszenia narciarskich umiejętności i stopniowo staje się mniej lub bardziej automatyczny.
Zatem wiemy już jak się w ekstremalnej sytuacji zatrzymać. Nim jednak zaczniemy zjeżdżać powinniśmy oswoić się ze sprzętem. Mam tu na myśli naukę chodzenia oraz utrzymywania równowagi, a także ukształtowanie właściwej sylwetki narciarskiej.
Zacznijmy zatem od sylwetki. Stajemy na szerokość bioder, uginamy nogi we wszystkich stawach - skokowym, kolanowym, biodrowym. Tułów pochylamy lekko do przodu. Ręce wysuwamy do przodu, nieco rozszerzamy, uginamy w łokciach i lekko cofamy. Wzrok kierujemy przed siebie. Tak mniej więcej można opisać pozycję narciarza. Na początku może wydać się sztuczna i "niewygodna", ale to kwestia przyzwyczajenia. Ważny jest mocny nacisk goleni na języki butów. Jeśli nie zegniemy nóg i nie pochylimy ciała do przodu, to nieświadomie będziemy cały czas odchyleni, a narty będą nam "uciekały". Gdy opanujemy już pozycję możemy zacząć chodzić, przestępować i ćwiczyć równowagę.
Dobrym ćwiczeniem na równowagę jest np. bocian, czyli stawanie na jednej nodze z jednoczesnym uniesieniem drugiej. Można również spróbować podskoków przez odrywanie kolejno dziobów i piętek. Polecam również obracanie się przestępowaniem wokół własnej osi. Ważne jest po prostu by poczuć narty i przyzwyczaić się do specyficznego wrażenia, które jest dla początkującego zupełnie nowe.
Gdy buty nie będą już dla nas tak twarde, a narty ciężkie, kontynuujemy spacerowanie, tym razem pod górę - mam na myśli podchodzenie schodkowaniem. Stajemy prostopadle do linii spadku stoku (to ważne, gdyż nieprostopadłe ustawienie nart spowoduje nam na nieco stromszym stoku odjeżdżanie dziobów lub piętek). Odstawiamy górną nartę, przenosimy na nią ciężar i dostawiamy dolną. Cykl ruchowy powtarzamy. Istotne jest - szczególnie na stokach o większym nachyleniu - mocne zakrawędziowanie nart poprzez pochylenie kolan w kierunku stoku. Zakrawędziowanie spowoduje, że narty nie będą się ześlizgiwały w dół.
I na koniec pytanie z kijkami czy bez? Według mnie na początku zdecydowanie bez. Można ich użyć na etapie chodzenia, by służyły za wsparcie, ale potem można je odłożyć. O ile pozwala nam na to nasza sprawność podnosić się po upadkach będziemy bez większych problemów. Kijki nie będą nam zatem w początkowej fazie nauki zbytnio przydatne, więc na razie możemy je zostawić i skupić się na prowadzeniu i kontroli nart.
Konrad Drzymała
www.gsteam.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz